Ashke Inu. Domowa hodowla Akit Japońskich.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy psów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy psów. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 sierpnia 2017

Akita jaki jest każdy widzi



Ostatnimi czasy w ramach socjalizacji i uspołeczniania mnie, zmuszony jestem brać czynny udział w życiu wirtualnym. Jako że kogo nie ma na portalach społecznościowych, ten w praktyce nie istnieje zacząłem udzielać się na jednym z popularniejszych portali. W nazwie miał książkę, więc jako fanatyk czytania pomyślałem, że taki literacki portal to coś dla mnie. Ale skucha. Nie było nic o książkach, ale cóż powiedziało się A, trzeba powiedzieć B i tak zacząłem czynnie udzielać się na różnego rodzaju forach. Nie jest to trudne. Trzeba tylko wciskać taki kciuk do góry pod zdjęciami. Łatwizna. Dałem rade już za trzecim razem, przy okazji przepraszam tych dwoje, którzy myślą, że mi się nie podobało. Ha! I już się socjalizuję. Otóż podczas tych jakże pasjonujących zajęć natrafiłem na pewien wpis. Na zdjęciu był śliczny piesek marki Akita więc kliknąłem. Tu nastąpiła chwila niepewności egzystencjalnej, podczas której przekierowało mnie na odpowiednią stronę. Ze zdumieniem obserwowałem reklamę wyczynów kulinarnych (chyba bo go nie znam) jakiegoś być może celebryty, następnie z prędkością światła przemknęła mi przed oczami jakaś strona z bardzo ciekawymi zdjęciami. Nie były to psy, o nie… na pewno nie Psy.  Szkoda, że tak szybko odeszła w niebyt. Po czym zaoferowano mi bardzo okazyjnie sprzedawaną wyżymaczkę do pralki model Frania. I już byłem na właściwej stronie. OK. Czytam więc artykuł, który ktoś umieścił i w dziesięciu zgrabnie ujętych punktach opisywał typowe zachowania i powszechnie znane stereotypy funkcjonujące w świecie, a dotyczące Akit. Autor zachęcał do dyskusji. Poczytałem komentarze, muszę zaznaczyć, że bardzo zajmujące. Dowiedziałem się np., że koty nie chorują na boreliozę, a najlepsza dieta to ta złożona niemal wyłącznie z kapusty, kiszonej też. A rząd knuje spisek przeciwko mnie, dosłownie przeciwko mnie osobiście. Ludzie! Byłem wymieniony z imienia. A i jeszcze, że niejaki Hubert C. jest pedałem. Ok, niech sobie będzie. Ale pomyślałem też, że skoro tak każdy może, to mogę i ja. Też sobie napiszę o tym jakie Akity są w powszechnej wiedzy i jak się do tego mają nasze-w sensie, że moje. Zaznaczam, że są to moje i wyłącznie moje poglądy i subiektywne, ach jak bardzo subiektywne obserwacje i wnioski. W zasadzie odnosił się będę tylko do moich psów, choć mogę abstrahować. Hie, hie. Tak wiem. Trudne słowo.


Od czego by tu zacząć. Niech będzie agresja. Przeczytałem wiele opisów rasy. W znaczącej większości odradza się Akity osobom o słabym charakterze. Diabli wiedzą dlaczego mam aż trzy i planuję więcej. Myślę, że jestem typem maniakalno- depresyjno- samobójczym i chodzi mi po głowie spektakularne samobójstwo z użyciem stada Akit. Przyznacie, że za taki wyczyn trafię co najmniej na Onet. Będziecie mogli lajkować. A wracając do agresji: odradza się właśnie z uwagi na dominujący charakter rasy i skłonność do agresywnych zachowań. Trzeba nad nimi zapanować, a nie każdy to potrafi.  W zasadzie to prawda, ale… Mój Lisu ma bardzo dominujący charakter. Szkoda, że przejawia się to w najmniej odpowiednich momentach. Zresztą może zacznę od początku. Jako szczenię była to sama słodycz. No wiecie to przesłodkie przebieranie łapkami podczas biegu, te klapnięte uszka, to nieudolne wspinanie się na kanapę by po wejściu dumnie oddać mocz na poduszki. Oczywiście, każdy obcy pies był przyjacielem od pierwszego powąchania. Jeśli jakiś się pojawił, to była pełnia szczęścia, łącznie z piskami i sikaniem po butach. Moich.  No wszystkie te rzeczy. Ale czas nie stoi. Dorastamy. Lisu wyrósł na pięknego młodzieńca. Co się zmieniło w jego zachowaniu? W zasadzie nic. No może z wyjątkiem szczania na poduszki, teraz plama jest dużo większa. Żartuję, już od dawna nie sika w domu, nawet na poduszki. No i jeszcze tego, że ma ochotę zamordować każdego obcego psa, który wejdzie na jego teren. Myślę sobie, mieli rację. Akity to psy, które mają skłonności do agresji. Ale potem myślę sobie dalej- już taki ze mnie rezolutny chłopak. Przecież tak się zachowuje niemal każdy podwórkowy Burek. Chociaż jeśli spojrzeć głębiej to podwórkowe Burki mają ochotę zamordować również właściciela obcego psa, zresztą własnego właściciela również. Mój Lis natomiast nie przejawia takich inklinacji. Najlepiej wlazłby każdemu kto przychodzi do domu na ręce. Niestety ma swój gabaryt i nie każdemu się podoba jak po wejściu pada na ziemie, a Lisu radośnie mości sobie gniazdko w jego kurtce, uprzednio zręcznymi ruchami łap wbiwszy właściciela w rękaw. Śmiesznie wyglądają buty wystające z rękawa. 

Właściwie, gdyby na teren posesji wszedł złodziej to Lisu nie tylko pokaże mu gdzie są schowane klucze do domu, ale jeszcze drzwi przytrzyma żeby mógł z telewizorem wyjść. Ludzie nie interesują go w ogóle. Przynajmniej nie jako obiekt agresji. Właściwie są traktowani jako obiekty łatwo zdobywanego jedzenia. Bo przecież mało wyraźnie mówię. Proszę nie karmić psa przy stole- Oczywiście! - odpowiada każdy, ściskając pod stołem obydwie garście smakołyków. Sroka vel „UkrytyKangur” to jeszcze inna historia. Ta to jeszcze szczenięciem będąc, choć z osiągnięciami, robiła rzeczy niezwykłe. Półtora metra skoku pionowego zasługuje już na miano pionowego startu i uwzględnienie w księdze rekordów Guinnessa. Wchodzisz i nagle przed oczami ukazuje Ci się uśmiechnięty pyszczek z wywalonym jęzorem. Takie przeżycie może wywołać traumę u człowieka. Tak więc jakaś agresja jest. Ale do ciężkiej cholery, Akita to nie labrador. To jest Pies przez duże P. Zresztą nie jestem pewien czy chciałbym, aby po moim domu kręciły się takie ciepłe kluchy. Zaznaczyć należy, że zachowania terytorialne Lisa kierowane są tylko i wyłącznie względem psów, bo nie suczek. Suczki są Ok. Niestety czort wie dlaczego nie dopuszcza się kontrolowanej konsumpcji przedstawicieli Homo Sapiens. Znam kila osób, które chętnie widziałbym w roli potrawki. Może dzięki socjalizacji? Czy to wiek taki, że zjada tylko psy? Z obserwacji wiem, że nie każdy pies tak ma. Widziałem Akity, które spokojnie podchodzą do innych psów. Dają się obwąchać i nie reagują podnoszącym włosy na karku charkotem. Myślę, że reguły nie ma, ale ostrzeżenie jak najbardziej słuszne. 

Innym punktem było posłuszeństwo, i stwierdzenie, że Akita słucha tylko właściciela. Funkcjonuje stereotyp, że Akita jest posłuszna tylko jednemu panu i tylko jego polecenia będzie wykonywać. Z osobistych doświadczeń mogę stwierdzić gó…zik prawda. Jeżeli pies jest od małego socjalizowany, szkolony i uczony posłuszeństwa to zareaguje na właściwą komendę niezależnie od tego kto ją wyda. Najważniejsze jest co? Trzymać kabanosa w ręku i po sprawie. Moja córka -lat 7 i pół, pięknie szkoli psy. Za jedyny atut mając wielki kawał kiełbasy w dłoni. Lisu jakby mógł to by na przednich łapach stanął. Wyobraźcie sobie dziewczę- cały metr i 18 cm, które prosto w oczy spogląda groźnemu Akicie. Dokładnie prosto w oczy. Wzrostu są podobnego. Lisu ostatnio się wyciągnął. I pełnym, przekonanym o własnej słuszności głosem dziewczę wydaje polecenie. Lisu siad. Lisu z miną świadczącą o najwyższym znudzeniu siada. Następuje komenda Lisu waruj. Lisu waruje. Chwila niepewności. Mojej córce skończyły się pomysły. Ale przecież najlepsze są sprawdzone metody. Lisu Siad. Lisu podnosi się. Wygląda to jak narodziny kontynentu. Powoli jakby jego anielska cierpliwość została wystawiona na naprawdę ciężką próbę, Lisu powstaje. I tu następuje znaczące hmmmm…. Widzę, że moja córcia kombinuje z komendą znacznie wykraczającą poza zakres zainteresowań Lisa. Za chwilę nastąpi coś w rodzaju Lisu skacz na jednej nodze, albo jeszcze lepiej, zdechł pies. I ktoś wtedy zdechnie. Następuje moja interwencja. - Tamara daj już temu psu spokój. Niechętnie następuje przekazanie kiełbasy. Zasada działa w zasadzie dla każdego :). Jak masz kiełbasę to jesteś gość i usiądę dla Ciebie, ale nie przeciągaj struny. To w końcu tylko kiełbasa. Z Rudą jest zgoła inaczej. Podchodzisz z kawałkiem kiełbasy w ręku. Zanim zdążysz pomyśleć o czymkolwiek czujesz na ręku zęby i ktoś usiłuje wyjeść ci kiełbasę z dłoni. Zresztą nie tylko kiełbasę. Palce też mięso. Z wrażenia siadasz. Pierwsza komenda Siad zaliczona. Następuje szalony wybuch entuzjazmu. Coś usiłuje jednocześnie odgryźć Ci dłoń, polizać po twarzy, odgryźć Ci dłoń a ze szczęścia popuszcza na spodnie. Zrywasz się z ziemi, wrzeszcząc Ruda zostaw, jednocześnie usiłując uratować dłoń przed konsumpcją. Nie zaciska szczęk, więc nie jest to trudne. I tu następuje ten moment, w którym najlepszą i najbardziej pożądaną opcją jest przyłożenie jej tą kiełbasą. Najlepiej między oczy. Szkoda, że nie wolno. Konsekwencja. To słowo klucz. Więc trzeba doprowadzić do sytuacji, w której to pies wykonuje polecenia. Łatwo powiedzieć. Przy Rudej człowiek czuje się jak otoczony przez sforę. Skacze, usiłuje złapać zębami, skacze, kręci się w kółko, skacze, łapie za dłoń, skacze. Taka mała trąba powietrzna, ale pełna entuzjazmu. Trzeba wyczekać do odpowiedniego momentu i złapać za dupsko. Usadzić na ziemi i prosto w zaśliniony, chciwy i nienażarty pysk wrzasnąć SIAD! Następnie wyrzucamy kiełbasę możliwie daleko. Kiedy pobiegnie za nią, barykadujemy się w domu i dzwonimy po wsparcie. Ale Ruda to szczenię, w sumie tylko z nazwy, ale ma prawo być nieco niesforna (sic). Właściwie jak się zastanowić to Sroka była taka sama albo może nawet i gorsza. Chwilowo zastanawiałem się nawet czy przy jej poczęciu nie uczestniczył myśliwiec pionowego startu i lądowania typu Harier. Na szczęście jest nadzieja. Myślę, że po części musi być moją matką, bo nigdy jej nie tracę. Sroka wyszła na ludzi.
W przenośni oczywiście. Jak tylko pochowaliśmy tych, na których wyszła to wiem, że można wyszkolić Akitę. Trwało to długo. Kosztowało mnie 7% trwałego uszczerbku na zdrowiu. Już nigdy nie będę jadł pałeczkami, widelec stanowi wystarczające wyzwanie. Ha, ale się udało. Sroka jest najbardziej karną Akitą jaką mam. Jak zawołam „Do mnie” to przychodzi 6 razy na 10. I uprzedzając malkontentów, to świetny wynik. Dziś z doświadczeń ringowych wiem natomiast, że Akita podporządkuje się każdej osobie, która wie co robi. Osobiście widziałem jak zupełnie obce dla Lisa osoby ustawiały go tak jak chciały. Zresztą nie tylko Lisa. Ja sam ustawiałem obcego psa, nauczonego i dobrze wyszkolonego. Niestety zaznaczyć należy, że jeżeli Akicie się nie chce to nie będzie reagował na niczyje komendy. Leży wtedy i udaje, że śpi. I to śpi tak mocno, że nie budzi się nawet ciągnięty po brukowanej drodze. Albo jeszcze lepiej. Następuje czasowa i pełna utrata słuchu. Naukowo dowiedziona reakcja (Amerykańscy naukowcy dowiedli tego niezbicie, tuż po Radzieckich, szkoda tylko, że ci ostatni eksperymentowali na musze). Cokolwiek byś nie mówił, to Akita jest głuchy. Z doświadczenia wiem, że jest jedna, jedyna metoda by wyleczyć Akitę z tej przypadłości. Otwórz lodówkę. Któregoś razu Lisu podczas długiego spaceru po lesie stwierdził, że się zmęczył i dalej nie idzie. Oczywiście nastąpiło władcze, Lisu idziemy. Zostało wyniośle zignorowane. Ha. Myślę sobie. Trzeba okazać silną rękę, stanowczy przekaz, dominujący rys charakteru. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. No jakby mi ktoś w mordę dał. Pies mi ogłuchł. Nawet nie spojrzy. Stwierdziłem, że durnia z siebie robił nie będę i nie zacznę krzyczeć. Zresztą bez sensu. Do głuchego psa krzyczeć? To pojedynek woli. Albo ty, albo ja. Nie chcesz iść, dobrze. Będzie wleczone. Zobaczymy jak szybko wymiękniesz. Kur… . Nie wymiękł. Wlokłem go jakieś 10 metrów po drodze a on udawał, że jest zamyślony. Do samochodu zostało metrów jakieś piętnaście. Niestety przed nami kałuża, niemal wyłącznie z błota. Stoję przed nią i kalkuluję. Jak go przeciągnę przez nią to się bydle nawet nie przejmie. Tylko się uświni. I co? Czeka mnie kąpanie brudasa. A mnie tak bardzo się nie chce. Z drugiej strony, jeśli głęboka jest? Uparte bydle gotowe się utopić. Zrobi mi na złość i się utopi. I co? Co ja ze zwłokami zrobię. Jak ja żadnego szpadla do lasu nie wziąłem. Szlag, jaki ja mało przewidujący jestem. Co było robić. Wziąłem na ręce i do samochodu zaniosłem. Na szczęście w domu była lodówka i słuch odzyskał. Ach ta nowoczesna medycyna. 
Wiem, że funkcjonuje wiele, wiele stereotypów o Akitach. O kilku z nich jeszcze napiszę. Np.
Gryzienie dłoni.
Nie lubi obcych dzieci i nie tylko
Chowają urazę
Nie szczekają
 Jeden właściciel. Tu pozwolę sobie stwierdzić, że jest to raczej uwarunkowanie kinematograficzne. Zapewne, każdy właściciel Akity wie o jaki filmie mówię. Ale o tym w kolejnej części.
Ale może i Wy macie jakieś pomysły. Postaram się do każdego odnieś na przykładzie własnych przeżyć i doświadczeń. Tylko na miłość Bogów. Wiem, że koty nie chorują na boreliozę, nie interesuje mnie odmienna orientacja seksualna Tomasza B. I proszę, mam już dość kapusty. Nawet kiszonej. Ale jeśli wiecie jakie zamiary ma w stosunku do mnie Rząd to zapraszam na priv. Jak zwrócono mi uwagę zapraszam do dyskusji. Choć w sumie po dogłębnym zastanowieniu to nie. Podsuńcie pomysły. I tak wiem, że będzie się to wiązało z przeczytaniem komentarzy. Niestety nie znoszę krytyki. Ale niech tam poświęcę się. 
ja
Loki

poniedziałek, 12 września 2016

Hajda na wystawę!

Hello. Jak zapewne zdążyliście się zorientować jestem posiadaczem psa rasy Akita Inu. Nie byle jakiego psa kupionego pod bazarem. Ale prawdziwego psa z hodowli. Zarejestrowanej. Żeby nie było. I jakoś tak wyszło, że chcielibyśmy dla naszego Akity jak najlepiej. Chcielibyśmy by był piękny, znany i utytułowany. Jako, że jest piękny pozostało nam tylko zaprezentować go szerszej publiczności. Tytuły same przyjdą no bo przecież kto?- jak nie on! I tak narodził się pomysł wystaw. Ha. Jako, że jestem kim jestem, zabrałem się za ten temat. I tutaj uhhhh- ściana. Ja przecież nic nie wiem o tym jak wystawiać psa. No dobra sprawdzam terminarz- to było łatwe. Jak to mówią pierwsze koty za płoty. Głównie po to żeby uratować im skórę. Mój Lisu to urodzony kociarz. No tak ma i kto mu tego zabroni? Nie ja. Nie lubię kotów sąsiadów. 

Jedziemy na wystawę. Łatwo powiedzieć. Wiemy już, że i nawet wiemy gdzie. Niedaleko bo przecież szczeniak nienawykły do długich tras. Tutaj plus dla nas. Długie podróże samochodem męczą psiaka więc warto bardzo dokładnie przemyśleć podróż. Postoje, noclegi, przybycie na miejsce z odpowiednim wyprzedzeniem. Ale, że to blisko i do tego pierwszy raz to przecież jesteśmy najmądrzejsi i nikt nas nie będzie pouczał. A już na pewno nie zgredy z wieloletnim doświadczeniem. Bo niby co oni tam wiedzą. Zgłoszenie poszło całkiem łatwo- jestem mistrzem. Jest taki system internetowego zgłaszania. Raz wprowadzisz i potem tylko wybierasz. Niestety za pierwszym razem nie miałem szczęścia się z nim spotkać. Pierwszy raz odbył się tradycyjnie. Wprowadzasz wszystko a potem czekasz na listonosza, który przyniesie ci zgłoszenie. Przyniesie albo i nie. No nam nie przyniósł. Niestety niektóre wystawy tak właśnie się odbywają. Jak mówią papier wszystko przyjmie. I dlatego wystawy organizowane w Pcimiu Dolnym załatwiają wszystko milowo. A takie duże uznane i obsadzone po sam sufit nadal trzymają się światowych standardów zwanych pod nazwą „głęboki Gierek”. 


Znamy adres i godzinę rozpoczęcia. Właściwie znamy tylko to, ale przecież nie zniechęci nas brak danych. Jak to mówią „koniec języka za przewodnika” i al lis under control. Napisali na stronie, że wystawa rozpoczyna się o 10.00. Właściwie to napisali, że sędziowanie rozpoczyna się o 10.00 ale to przecież to samo. A jak się okazuje wcale nie. Wystawa rozpoczyna się o 7.30, zazwyczaj. A sędziowanie o 10.00 czyli pierwsza stawka wchodzi na ring. I wtedy wystawa już się kręci. Już jest radość wygranej i gorzki smak porażki. Ale zanim do tego, jak 10.00 to 10.00. Myślimy, przyjedziemy chwilę wcześniej. Będzie czas rozejrzeć się. Zapoznać się. Pooglądać stoiska. Pierwszy na naszej drodze stanął „Sekretariat Wystawy”. A cóż to za dziwo? Ale widzimy stoją ludzie z psami, chomikami i takimi przerośniętymi świnkami morskimi. Później się dowiedziałem, że to też są psy. Kurde ale bym się dał oszukać. Zupełnie nie wyglądają. Jako, że stoją ludzie z inwentarzem hodowlanym, to myślę sobie ja też stanę. I jak się okazało dobrze zrobiłem. Dostałem numerek startowy. Podobno miał do mnie dotrzeć pocztą ale nie dotarł. Właściwie dotarł ale trzy dni po wystawie. Mam go do dziś. Zresztą karta zgłoszeniowa dotarła razem z numerkiem. Jakie to szczęście, że nie wiedziałem, że trzeba to mieć. Pewnie do dzisiaj nie dotarłbym na naszą pierwszą wystawę. Nie wiedziałem i dotarliśmy. Dostaliśmy numerek. I Pani pyta o kartę zgłoszenia. - Że co proszę? Pytam ja, jak zawsze komunikatywno-kreatywny. To pani mi tłumaczy. Taka karta gdzie jest wszystko napisane. Jaka stawka, ile w stawce, ile w rasie, ile w płci no i jaki ring. Zrobiłem minę światowca, który z niejednej wystawy BOS-a wyjął i z iście arystokratyczną miną pytam- Hę?. Pani patrzy na mnie z podziwem. Taki kozak. I tłumaczy mi, że na tejże karcie mam wszystko napisane. Czy ją mam? Postanowiłem wspiąć się na wyżyny mojej elokwencji – Co?? Jaka karta??? Pani tylko westchnęła ciężko. – Nazwisko. Zapytała. Muszę przyznać, że bardzo mało oryginalnie. Jako, że nie zwykłem kryć swego miana rodowego, podałem je. Pani mi daje karteluszek, na którym flamastrem nasmarowała numerek. Mówi ring piąty. He he, wiedziałem, że pokonam system. No i wchodzimy na halę. I tutaj muszę przyznać odrobinę zwątpiłem. Kurde psów jak mrówków, Wszędzie szczekanie, skomlenie, warczenie i jakiś facet wrzeszcący mi w ucho – Kup pan kurze łapki!! Świeże, kura jeszcze się nie zorientowała, że ich nie ma. Jakie q..rwa łapki? A z drugiej strony atak przypuszcza gość w prochowcu do ziemi. Rozchyla go. Jestem przygotowany na wszystko, głównie na najgorsze. Ale nie. Nie obnażył się. Z klap płaszcza zwisają smycze i obroże. Na szczęście już bez psów w nich. Smyczkę, ringóweczkę, dławik, obróżkę z prawdziwymi diamentami? Pyta. – Jeszcze ciepłe. Dodaje. Właściciele nadal wierzą, że trzymają psa na smyczy. Z lekka skołowany rozglądam się za rozgrzeszeniem dorzucanym w gratisie do obróżki. No istny jarmark. Rozpychając się łokciami i z rzadka strasząc poszczuciem psem przepchnęliśmy się do ringów. Ringów piętnaście. Gdzie jest nasz? Oczywiście nie doceniłem organizatorów. Ringi są jasno oznakowane. Czytelnie i tak by każdy mógł łatwo znaleźć swój. Np. ring pierwszy z kartką a4 umieszczoną w kącie z wydrukowanym numerem 1. Obok, jakże logicznie ring 13. Dalej ring 7. Logika numeracji powala na kolana. Kiedy już się podniosłem zrzucając z siebie trzy labradory, które uznały, że taki hołd im oddawany nie może pozostać bez obślinionej odpowiedzi. Stwierdziliśmy, że najlepiej rozglądać się za miejscem gdzie skupiło się najwięcej Akit. To była hala więc zadanie ułatwione. Wszyscy w jednym pomieszczeniu. Na otwartej przestrzeni bywa to znacznie utrudnione. I tu ważna rada. Rozglądajcie się ale nigdy, nigdy nie spuszczajcie oka z waszego psa. Dookoła jest tyle nowych wrażeń, zapachów, innych psów, że o wypadek nietrudno. A w takim miejscu wypadek wiąże się zazwyczaj z zębami, latającymi kudłami, wrzaskiem grubej pani, której York doznał właśnie konsumpcji. Właściwie to nie tylko jarmark. Ale raczej chiński market połączony z domem negocjowalnego afektu i drużyną straży pożarnej usiłującej ściągnąć kota z drzewa otoczonego przez psy. A i jeszcze pożar w tle. No jest wesoło. Ale my nadal szukamy naszego ringu. Niestety po czwórce był ring 9. Przystanąłem na chwilę by rozgryźć schemat numeracji. Raczej jestem w tym dobry i zajmuje mi to zazwyczaj kilka sekund. Ale nie teraz. Ten kto to numerował przerastał mnie o głowę. Do dzisiaj głowię się nad logiką tej numeracji. Ale mamy jeszcze jedno koło ratunkowe. Telefon do przyjaciela. Dzwonimy więc do Pana Dariusza. Naszego hodowcy, z którym jesteśmy umówieni pod ringiem. Rozmowa przebiegała mniej więcej następująco. – Halo! – Co? – Halo!! – Nie słyszę! – Co?!! – Gdzie jesteście?!! – Co??!!! – Co?!!! – Zabierz q…rwa tego chomika z mojej nogi!! – Jakiego chomika?! – Nie do ciebie!!! – Co??!!! – Nic!!!! Nie do ciebie!!! – Co nie do mnie. Gdzie jesteście???!!!! – Nie wiem!!! W cyrku!!! – Co?!!! Jakim cyrku??!!! – Płonącym!!!. No i jakoś tak to wyglądało. Wyrwawszy się z miłosnego uścisku buldożka francuskiego podążyliśmy dalej. Jak się okazało nasz ring był na samym końcu. Jakże by inaczej. Doszliśmy. A tu na powitanie ciepłe słowa czekającego na nas Darka. Wasza stawka już jest na ringu. Spóźniliście się. Znaczy ale jak to? Jest 10.02. Wystawa miała się zacząć o 10.00. No waśnie o 10.00 zaczęła się stawka. Nasza. Jako, że się spóźniliśmy nie mieliśmy prawa wejść na ring. Po zakończeniu stawki sędzia zgodził się ocenić Lisa ale, i to bardzo ważne. POZA KONKURENCJĄ. Zaznaczyłem to bardzo rozmyślnie dodaję. Od tego czasu jesteśmy dużo bardziej doświadczeni. Zaliczyliśmy dużo więcej wystaw. Raz było dobrze innym razem gorzej. Mieliśmy dużo przygód związanych z wystawami. Ale jednego pilnujemy zawsze. Nie spóźnić się na własną stawkę. Nie wszedłem na ring z własną stawką? Wystawa jak nie przymierzając psu w dupę. Ocena może być wystawiona w zależności od decyzji sędziego ale nie ma mowy o zajmowaniu miejsca w konkurencji. Tak mówi regulamin. I tak to się zawsze odbywa. A przynajmniej odbywało. Bo jak się okazuje możliwe są wyjątki. 




I o tym napiszę następnym razem, bo leży mi to bardzo na sercu. Zwłaszcza, że to mój Akita został skrzywdzony przez osoby, dla których regulamin jest tylko zbiorem wskazówek do wybiórczego stosowania. Ale w sumie to nasz blog i mkogę sobie pisać tutaj to co chcę. Obiecuję-będzie śmiesznie.  

Ja
Loki